poniedziałek, 2 września 2013

Podsumowanie miesiąca - sierpień

Jako, że nasz blog odwiedza coraz więcej ludzi, których ciągle przybywa, postanowiłyśmy zacząć robić takie mini podsumowania każdego miesiąca. Dzięki temu będziecie sobie mogły przypomnieć wasze ulubione posty, a także przeczytać nowe, jeśli tylko coś Was ominęło ;) Zaczynajmy!

W miesiącu sierpniu 2013 blog natalena-style odwiedziło 2 645 osób Mamy także aż 136 osób obserwujących naszą stronę :)

Najczęściej czytaną notką w tym miesiącu była notka z rozdaniem , wiadomo ;)

To tyle jeśli chodzi o nudne statystyki ;p



 1. KRYOLAN, Sleek i...  czyli opinia Natalii o jej najnowszych zakupach. Na co wydała kasę, której wiecznie nie ma, tym razem? Przekonajcie się ;)

2.  Bourjois , przepiękny makijaż wraz z oceną Natalii jednej z ciekawych kosmetycznych firm tylko tutaj :)


3. Quiz  - co się za tym kryje? Wielki test wiedzy o kosmetykach czy może jakaś firma kosmetyczna, hmm? ;>


4. Usta pełne...gusta ;) - szminkowe rewelacje Natalii ;P


 

 
1. Wisienkowo-czereśniowo. Wisienki, czereśnie? Co Kotek zmalował tym razem? 

2. be chic! again - czyli jak Maciej Kot pomagał swojej pańci malować paznokcie ;) 


3. Dzikie kwiaty Safari okazały się być rozgwiazdami leżącymi na trawie haha :D
 
4. Pastelowe impresje - dzieło sztuki czy bazgroł 5-latka? 


5. Neonowe trio. czyli najmodniejsze kolory lata w lakierowych odsłonach :)



1. DIY- kokardka do włosów - interesujący tutorial Oli


2. Maska do włosów z jajkiem czyli domowe sposoby na poprawę kondycji włosów :D

 3. Wielka innowacja na moich włosach - Ola szaleje i ma zamiar zrobić coś co wszystkich nas zaskoczy!


4. Peeling skóry głowy   a coż to w ogóle jest? ; o
 
5.Farbowanie henną Khadi. tytuł mówi sam za siebie :P

To by było na tyle. Bardzo pracowity miesiąc ten sierpień ;p Który post przypadł Wam najbardziej do gustu? Może macie jakieś uwagi odnośnie ich pisania? Podzielcie się z nami swoimi opiniami żebyśmy wiedziały co poprawić w przyszłości :)

P.s  Powodzenia w szkole :PP 

sobota, 31 sierpnia 2013

Farbowanie henną Khadi.

O moich  poczynaniach włosowych rodem z horroru mogłyście czytać już tydzień temu.
Zrobiłam TO, w końcu :D. Pierwsza farba w życiu, której zaufałam i zdecydowałam się nałożyć na swoje włosy była właśnie naturalna henna khadi  z ziołami ajuwerdyjskimi.
I od czego by tu zacząć, żeby nie zanudzać?
Pierwszą myśl o farbowaniu zasiał we mnie filmik nissiax83na yt  (która stosuje tą hennę na sobie) i wygląd jej włosów po zastosowaniu farby. Wiedziałam, że kiedyś bd chciała zmienić kolor włosów, ale chemicznej farby używać na pewno nie chciałam. Jej profesjonalne podejście do tematu i wyjaśnienie wszystkich mich wątpliwości sprawiły że półtora roku po obejrzeniu filmiku w końcu sama zamówiłam hennę ze stronie helfy.pl (wiarygodna, bo sprawdziłam ;) ). W sumie zapłaciłam około 40 zł + przesyłka.

Jeśli chodzi o użycie… Hmm, samo przygotowanie farby wydaje się być dziecinnie proste. Otwieramy opakowanie, do którego mamy dołączony czepek i rękawiczki jednorazowego użytku oraz gwóźdź programu czyli- hennę.  Niesamowicie śmierdzący ziołami zielony proszek zalewamy wodą o temp. ok. 50 stopni, mieszamy do uzyskania masy konsystencji gęstego jogurtu. Jeszcze ciepłą papkę nakładamy na umyte szamponem włosy (oczyszczone z silikonów !!).
I tu zaczynają się schodki… :D chciałam być taka dokładna… Przygotowałam spinki.. Grzebień…  żeby te włosy oddzielać partiami, ale henna wolała się rządzić sama. Tak posklejała mi włosy, że zrobił się z nich jeden wielki kołtun … :D potem kiedy zauważyłam, że szybko wysycha, nie bawiłam się z tym tylko normalnie zaczęłam wcierać wszystko, nie starając się już o oddzielanie równych partii włosów.  Całość na włosach made me so attractive .... mogłam wiec spokojnie konkurować co najmniej z Fioną ze Shreka:




Potem, czepek, ręcznik na głowę i OCZEKIWANIE ;p. Bałaganu narobiłam co nie miara więc  1 godzina minęła jak szalona. Producent rekomenduje czas trzymania farby na włosach od pół do najwięcej 2 godzin. Jako, że wcześniej robiłam sobie przez pół godziny próbkę henny na pasemku włosów, tym razem na całej głowie trzymałam ją przez godzinę.
Zmywanie tej papki z włosów to istna mordęga! Zużyłam chyba całą wannę wody, żeby wszystko dokładnie spłukać i pozbyć się zielonkawego odcienia na mojej skórze głowy.
No i ten zapach… Mi osobiście nie pasuje.
Efekty? Oceńcie sami. Ze swojej strony powiem tylko tyle. Mimo moich wcześniejszych obaw- farba ziołowa wcale nie wysuszyła mi włosów, wręcz odwrotnie! Po farbowaniu były grubsze, bardziej mięsiste, błyszczące i pięknie się układały (henna skutecznie oblepiła włosy dając złudę zdrowego włosa… ;] ).
Musicie jednak uwierzyć w przekłamania aparatu. Po kilku dniach włosy ściemniały mi jeszcze bardziej, mimo, że na zdjęciu wygląda to tak jakby były ciemniejsze od razu po farbowaniu niż po dwóch dniach.
Kiedy po dwóch dniach myłam włosy woda po spłukiwaniu była mocno ciemnozielona a moje włosy śmierdziały dalej ziołami, które strasznie przypominały mi odór zepsutej ryby (ach te moje skojarzenia).




Na aktualnym zdjęciu widać jakby moje włosy miały lekko zielonkawy odcień… Całe szczęście w rzeczywistości tego nie widać :D Są ciemne w takim stopniu jak to widać na środkowym zdjęciu J.

Czy zastosuję ponownie hennę khadi?
Mimo uciążliwego procesu samego farbowania i zmywania dla takiego efektu myślę, że jeszcze się skuszę.. Ale zobaczymy ile kolor utrzyma się na mojej głowie ;).

Także nic nie jest przesądzone! Ja dalej czekam i obserwuję, a tymczasem powiedzcie mi czy skusiła kogoś idea używania henny do włosów :>

A tak przy okazji.. Udanego roku szkolnego! A tymczasem... Idę wakacjować dalej :DDD

czwartek, 29 sierpnia 2013

Neonowe trio.

Lato już od nas odchodzi a wraz z nim wszystko co kolorowe. Dlatego najwyższa pora zaprezentować trzy neonowe kolorki, które towarzyszyły mi podczas tych pięknych i ciepłych dni. Są to lakiery firmy Vollare należącej do może bardziej znanej Verony. Możemy je kupić w małych sklepikach "wszystko po ileś". Kosztują około 3 zł. Przypominam, że neonowy róż mogliście już podziwiać na naszym blogu w tej notce :)

 

Na zdjęciu widzimy po kolei numerki 99,100 i 101. Ten ostatni został przeze mnie zakupiony rok albo dwa lata temu. Było to w któreś wakacje, na pewno xD. Przez ten czas użyłam go może ze dwa razy, no ten raz ze zdjęć to w takim razie trzeci. Żółciaka i zielony kupiłam w lipcu.

Nie będę się rozwodzić po kolei nad każdym z tych lakierów, ponieważ wszystkie są w swoim działaniu takie same. Po pierwsze są bardzo rzadkie co utrudnia aplikację oraz daje słabą pigmentację. Trzy warstwy to absolutna podstawa, choć najgorzej spisał się żółty, którego musiałam dać aż cztery.

Schną okropnie długo jeśli nie użyjemy żadnych metod przyśpieszających. Żółtym malowałam jako pierwszym i użyłam przy nim wysuszacza w sprayu Avonu, ale za dużo to mi nie pomógł. Około dwóch godzin czekania musiałam przetrwać. Za to z Essie Good To Go + zimna woda = godzinny całkowity czas wyschnięcia wszystkich warstw.

Muszę je pochwalić za trwałość. Każdy przesiedział u mnie 4 dni i jedynie końcówki były lekko starte.

A teraz czas na zdjęcia. Jako, że będzie ich dużo dałam je w miniaturkach do powiększenia.
 

 


 
 
 


Podsumowując: jaka cena taki lakier ;] Mnie osobiście najbardziej zawiódł żółty, myślałam, że na paznokciach będzie wyglądał bardziej żarówiasto. Zieleń i pomarańcz za to jak najbardziej dawały po oczach ;)

Który Wam się najbardziej podoba? :)